poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Trpejca to jak połączenie Toskanii z Karaibami...

W drodze do granicy oparłem się, żeby wskoczyć do Trpejcy - powiem tyle .... warto.



Czy wspominałem już o czystej wodzie? Przy okazji mała mieścina, cicha i bardzo klimatyczna. Kamienista (jak prawie wszędzie) plaża zupełnie nie przeszkadza, za to widoki i knajpki z delikatnymi dźwiękami kubańskich melodii robią odpowiedni klimat.






Domki przy samej plaży, a z nich widoki na bezkresne jezioro. Można też wypożyczyć sobie przyczepę 1,32m od wody. Tiaaa, gdybyśmy wcześniej wiedzieli, pewnie zamiast Gradiste wybralibyśmy to miejsce. Jeśli ktoś zainteresowany i nie może odczytać nr telefonu ze zdjęcia - proszę o info ;)













Miejsce, o którym pewnie Barto myślał, jak budował budkę na Helu. Tutaj pewnie biznes by wyglądał zupełnie inaczej. Podsłuchaliśmy, że właściciel tej wiklinowej kafejki przyjechał do Macedonii i do Trpejcy w 1995 roku, no i już został na dobre...

3 komentarze:

  1. Nie ma to jak przyczepa w pierwszej linii od wody :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tiaaa, tylko ze gory z kazdej strony, wiec wiatru jak na recepte. Kite`a nie podniesiesz, a szkoda, szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  3. Trpejca.....jedno z piekniejszych miejsc w jakich bylam,az sie wierzyc nie chce,ze jest nadal tak dziewicze.!Must Be!!

    OdpowiedzUsuń