piątek, 12 sierpnia 2011

co za poranek...



Rano wstajemy jako jedni z pierwszych. Z siatkami prowiantu w ręku chcemy zasiąść przy stolikach, kiedy szelestem celofanu zwabiamy osły. Serowe nachosy strasznie im zasmakowały, potem doszczętnie przetrzepały nasz śmietnik.







Jeszcze przed południem lądujemy na plaży, wreszcie czas na totalnego lenia.




Wieczorem wracamy do hostelu, do szkoly.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz