poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Wysłane przez usługę Mapy Google: użytkownik B. Lisiecki wysłał Ci: nasza trasa na mapie


Ten e-mail został do Ciebie wysłany przez użytkownika usługi Mapy Google:

W sumie ponad 1600km, niby niewiele, ale zważywszy na drogi w Albanii to mega wyprawa :)


wtorek, 16 sierpnia 2011

Dzień drugi

Dziś dzień zwiedzania, czas nabrać świeżego powietrza w płuca i odkryć to co jeszcze nieodkryte.





A na obiadek pewnie będzie baranina ;) Zwierzaka w pewnym sensie ukatrupili przez pomyłkę, bo pewna Skandynawka, nota bene wegetarianka, spytała gospodarzy `can I meet a sheep?` z zamiarem pobawienia się z sierściuchami. A gospodarze wypowiadając swoje nieśmiertelne `no problem, no problem` buch zwierza na grzbiet i ciach po gardle. Potem się okazało, że zrozumieli `can I EAT a sheep`. No cóż, co się odwlecze to nie uciecze, w końcu baranki w górach nie są do zabawy, czy też do ściągania dotacji na agroturystykę...






Podróż w dół rzeki okazała się opłacalna, widoki zapierały dech w piersiach. Robiłem zdjęcie i sam nie mogłem uwierzyć, w to, co mi się pokazywało na wyświetlaczu - to tak jakby makieta teatralna w tle z tolkienowską scenerią, prosto z planu filmowego.







Dotarliśmy do wodospadu, to nagroda za naszą wędrówkę i ciężkie krople potu na czole. Bryza, mgła z górskiej wody, która miała 8 stopni ciepła była jak relaksujący balsam na spieczone twarze i ramiona. Czas się zatrzymał, po prostu nie chciało się wracać. Opierałem się namowom na zejśćie do doliny, jednak sztywny grafik zakładał, że jeszcze dziś wieczorem będziemy w Szkodrze.









Wędrówka w dół strumyczka, aż dziw bierze jak woda potrafi sobie utorować drogę.





W oddali masywy górskie, białe, wyglądające zupełnie jak pokryte śniegiem. Jednak to są po prostu surowe skały, to minerały sprawiają wrażenie zalegającego lodowca. Widoki wręcz nierealne. Swoją drogą myślę sobie, jeśli w Afganistanie jest choć odrobinę podobnie, to cywilizowani ludzie nigdy nie dadzą rady partyzantce, chłopom, którzy na bosaka okutani w szmatę i z kijkiem w ręku oraz kałachem na plecach przemierzają te tereny, skały które znają od urodzenia.



Theth - serce Albanii

Wreszcie się zebrałem do dopisania komentarzy. Już od paru tygodni znów wgryzam się w codzienność i wir obowiązków, jednak wspomnienia wciąż są żywe, na tyle, żeby dopisać komentarze i podsumować wyprawę.


Albańskie góry to całkowicie inny świat, mówi się, że ten kraj jest biedny, mówi się, że jest różnorodny, ale nie poznasz go, jeśli nie wybierzesz się na szczyty, nie przejedziesz przełęczy i nie zamieszkasz w chacie z miejscowymi góralami.




Przyroda zachwyca, to po prostu są dziewicze tereny, a turystów jak na lekarstwo. Jeśli tutaj zawędrujesz, musisz liczyć na gościnę miejscowych - ale bez obaw, gościnni mieszkańcy nie pozwolą Tobie spać pod gołym niebem.







Małe potoczki, które wiosną zamieniają się w rwące rzeki tylko zwalonymi konarami i śladami na skałach pokazują do czego są zdolne. Teraz to strumyki i małe bystrzyny, woda co prawda zimna, ale za to jaka pyszna. Co chwilę znajdujesz źródła wybijające z ziemi z krystalicznie czystym strumieniem. Wszystko co pijesz i jesz jest w 100% ekologiczne, bo inne po prostu być nie może.






Własne mizerne uprawy na skalistej ziemi to całe bogactwo jakie posiadasz, i którym możesz się dzielić. Nie to co w zimie, wtedy miejscowości są odcięte od świata przez parę miesięcy, często wysiada prąd. Wtedy życie jest naprawdę ciężkie - patrząc na twarze zryte surowymi warunkami, odmrożone policzki od surowego górskiego powietrza wiesz, że nawet dla tubylców to są ciężkie chwile.





Oto nasze domostwo, z jedną żarówką przed wejściem i kotłem zwanym kuchnią obok. Noc czarna jak smoła, w takich warunkach nawet skrawek księżyca jest sky-scannerem oświetlającym drogę przed tobą.






A po powrocie do pokoju znaleźliśmy skorpiona na ścianie. Oczywiście gospodarze na słowo skorpion machają lekceważąco ręką i powtarzają swoje ulubione zdanie `no problem, no problem`, no ... ale co innego mogą powiedzieć? hmm??




Tak więc wybieramy nocleg w namiocie, to nic, że rozstawiamy go w pokoju, w końcu tropik chroni nie tylko przed komarami, prawda? Przyznam, że nawet udało się zasnąć....