Wreszcie się zebrałem do dopisania komentarzy. Już od paru tygodni znów wgryzam się w codzienność i wir obowiązków, jednak wspomnienia wciąż są żywe, na tyle, żeby dopisać komentarze i podsumować wyprawę.
Albańskie góry to całkowicie inny świat, mówi się, że ten kraj jest biedny, mówi się, że jest różnorodny, ale nie poznasz go, jeśli nie wybierzesz się na szczyty, nie przejedziesz przełęczy i nie zamieszkasz w chacie z miejscowymi góralami.

Przyroda zachwyca, to po prostu są dziewicze tereny, a turystów jak na lekarstwo. Jeśli tutaj zawędrujesz, musisz liczyć na gościnę miejscowych - ale bez obaw, gościnni mieszkańcy nie pozwolą Tobie spać pod gołym niebem.


Małe potoczki, które wiosną zamieniają się w rwące rzeki tylko zwalonymi konarami i śladami na skałach pokazują do czego są zdolne. Teraz to strumyki i małe bystrzyny, woda co prawda zimna, ale za to jaka pyszna. Co chwilę znajdujesz źródła wybijające z ziemi z krystalicznie czystym strumieniem. Wszystko co pijesz i jesz jest w 100% ekologiczne, bo inne po prostu być nie może.


Własne mizerne uprawy na skalistej ziemi to całe bogactwo jakie posiadasz, i którym możesz się dzielić. Nie to co w zimie, wtedy miejscowości są odcięte od świata przez parę miesięcy, często wysiada prąd. Wtedy życie jest naprawdę ciężkie - patrząc na twarze zryte surowymi warunkami, odmrożone policzki od surowego górskiego powietrza wiesz, że nawet dla tubylców to są ciężkie chwile.

Oto nasze domostwo, z jedną żarówką przed wejściem i kotłem zwanym kuchnią obok. Noc czarna jak smoła, w takich warunkach nawet skrawek księżyca jest sky-scannerem oświetlającym drogę przed tobą.


A po powrocie do pokoju znaleźliśmy skorpiona na ścianie. Oczywiście gospodarze na słowo skorpion machają lekceważąco ręką i powtarzają swoje ulubione zdanie `no problem, no problem`, no ... ale co innego mogą powiedzieć? hmm??

Tak więc wybieramy nocleg w namiocie, to nic, że rozstawiamy go w pokoju, w końcu tropik chroni nie tylko przed komarami, prawda? Przyznam, że nawet udało się zasnąć....