No to jedziemy, po kilku tygodniach ciężkiej tyranki wreszcie wyruszamy na upragniony urlop. Jeszcze dwie godziny przed odlotem siedziałem w herbaciani i organizowałem prace na najbliższe trzy tygodnie. W drodze do domu korek, wiec na lotnisko wpadamy jak z procy.
Samolocik - to mikrosamolocik, piętnaście rzędów siedzeń, maksymalnie 50 osób w środku... a za sterami kobieta, do tego blondyna. Noooo ładnie myślimy, ale widać sytuacje na drogach nie koniecznie przekładają się na na zdarzenia w powietrzu. Dolatujemy bez żadnych niespodzianek, w Skopje jesteśmy po północy. Hostel jest bardzo klimatyczny, właściciel, chłopak około 25, bardzo pomocny. Do 3 nad ranem siedzimy i rozpijamy whisky z wolnocłówki dyskutując z innymi gitami - 2 Angolami i jednym Włochem, typowi travelerzy. Odpadamy spać, dziś organizujemy nasze kolejne dni.
Mam nadzieję, że ten blog zrobiony `na kolanie` ruszy i znajomi coś nam tu naskrobią w ciągu kolejnych etapów naszej podroży.
Hejj przygoda!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz