piątek, 12 sierpnia 2011

Berat - dzień drugi

Postanowiliśmy zostać w Beracie drugi dzień. Po pierwsze pogoda zupełnie zwaliła nas z nóg (nawet nie tylko nas, inni tez tyłka nie wychylili spod zadaszonej sofy na podwórku) jednocześnie hostel okazał się na tyle przytulny, ze aż chciało się posiedzieć trochę dłużej.



Jako jeden z głównych punktów programu jest zwiedzanie zamku na szczycie ponad miastem. Konstrukcja niesamowita, z początkami swej historii sięgającymi 4 wieku przed Chrystusem.












Niesamowite jest to, że ciśnienie z gór otaczających Berat, na zasadzie naczyń połączonych wtłacza wodę na sam szczyt zamczyska. Miejscowi zbudowali wiec tzw cysternę, czyli pomieszczenie pod ziemia, gdzie owa woda mogla się zbierać. Wymiary to 20x10m oraz 5m głębokości.... niby nic, ale prosta kalkulacja pokazuje, że 20x10x5 to 1000m3, a każdy metr sześcienny to 1000 litrów wody. Rachunek prosty, owa cysterna to zbiorniczek dla bagatela miliona litrów. Robi wrażenie, prawda?



Na szczycie mieszkały 42 rodziny, każda z nich wybudowała własny kościół (a mówi się, że to u nas mają fioła, hehehe), poza tym były dwa meczety, jeden cywilny i jeden dla wojska.



Widok otaczających gór powala, tak samo jak ruiny będące pod kuratelą Unseco.





W drodze na stację kolejową spotkaliśmy prawosławnego zakonnika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz