Po drodze widoczki jak na zdjęciu, wolna amerykanka. Teoretycznie jeden pas w jednym kierunku i jeden w przeciwnym, ale całą jezdnia suną trzy sznury, cale szczęście w zgodnym z naszym kierunku. Jadący pod prąd muszą się sporo natrąbić żeby cokolwiek zdziałać.
Przydrożne budki z hamburgerami raczej nie zachęcają do posiłku...
Na miejscu wszyscy mówią, że już nie sposób przebić się w góry, wszystkie mini busy wyruszają przed dwunasta, a jest już czternasta. Oczywiście oferują nam transport taksówką za bagatela 80eur i to wcale nie do punku docelowego, bo tam osobówka raczej nie dojedzie, ale do miejscowości 12 km przed.
Nie poddajemy się, wiadomo, że trzeba napierać. Po godzince odnajdujemy swój transport. Kierowca zaopatrzeniowego Land Rovera właśnie kończył swoje trzecie piwko i zaraz ruszał w drogę... a my z nim. (Jegomość pierwszy z lewej).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz